Gdynia 2016

Dzień dziesiąty

Piątek 22.07

Kończy się już nasz pobyt nad morzem. Ponieważ prognozy były nieszczególne postanowiliśmy odwiedzić gdańskie Cinema City Krewetka, gdzie starsi obejrzeli wchodzący dziś na ekrany film „Star Trek: W nieznane” a młodsi „Gdzie jest Dory?”. Przed kolacją wybraliśmy się jeszcze po raz ostatni na plażę, aby pożegnać się z morzem a przed „Świeczką” spotkaliśmy się, aby podsumować nasz cały pobyt w Gdyni. Jutro wracamy do domu.

Dzień dziewiąty

Czwartek 21.07

Dzisiaj dzień rozpoczęliśmy od Mszy św. i śniadania, po którym wyruszyliśmy kolejką SKM do Gdańska. W drodze spotkaliśmy się z panią Grażyną, która miała nas oprowadzić po mieście. W Gdańsku przeszliśmy pod pomnik Heweliusza, gdzie usłyszeliśmy pierwsze wiadomości o mieście. Potem zwiedzaliśmy Bazylikę Mariacką, a najdzielniejsi (czyli prawie wszyscy, nawet najmłodsi) weszli na wieżę. O 12.00 młodsza grupa udała się do Muzeum Morskiego, gdzie przez godzinę bawiła się na Wystawie Interaktywnej. W tym czasie starsi wraz z naszą przewodniczką zwiedzali ulicę Długą z przyległościami a potem także Ratusz. W krótkim czasie wolnym wzmocnili się goframi i lodami. Obie grupy spotkały się przed 14.00 i wspólnie przeszły ulicą Mariacką, a zobaczywszy Żuraw wszyscy weszli na statek, aby odpocząć płynąc statkiem na Westerplatte. Tam przeszliśmy pod Pomnik, a następnie w grupach zwiedzaliśmy okolicę i robiliśmy niewielkie zakupy. Niektórzy nabywali po bardzo atrakcyjnych cenach wyposażenie wojskowe (maska p.gaz za 25 zł, oryginalna czapka za 20 zł). Nieco po 17.00 zaokrętowaliśmy się na Małgorzacie, która przewiozła nas do Gdańska. Teraz pozostała nam krótka wycieczka przez miasto do dworca, skąd kolejką SKM wróciliśmy do naszego Orłowa.

Dzień ósmy

Środa 20.07

Cóż można powiedzieć o dzisiejszym dniu? Niewiele, tylko plaża, plaża i plaża. No może jeszcze warto wspomnieć, że wieczorem mieliśmy ognisko, na którym upiekliśmy całkiem niezłe kiełbaski a jednocześnie rozpoczął się turniej tenisa stołowego.

Dzień siódmy

Wtorek 19.07

Dzisiaj podczas porannej Mszy św. pożegnaliśmy O. Opata, który pojechał z wizytą do Sióstr Benedyktynek w Żarnowcu (my odwiedziliśmy je w zeszły piątek). My natomiast tym samym pociągiem SKM wyruszyliśmy na wielką wyprawę do Gdyni. Zaraz po przyjeździe skierowaliśmy swoje kroki na Dar Pomorza, po odwiedzeniu którego poszczególne grupy rozeszły się po Skwerze Kościuszki pełnym małych i większych sklepików. Największą popularnością cieszyły się lody i gofry oraz sprzęty pierwszej potrzeby wakacyjnej tj. muszelki, magnesiki i „glutoplazma”.

Następnie pogrążyliśmy się w morskich głębinach zwiedzając Gdyńskie Akwarium, skąd przeszliśmy na statek, który zabrał nas na wycieczkę po porcie. Dla wszystkich był to czas odpoczynku, a dla niektórych nawet okazja do miłej drzemki.

Ostatnim punktem zwiedzania było Muzeum Marynarki Wojennej, wraz z jego sztandarowym eksponatem, jakim jest ORP „Błyskawica”.

W powrotnej drodze odwiedziliśmy jeszcze jeden obiekt pożądania każdego kolonisty, jakim jest sklep spożywczy, w którym powstały natychmiast gigantyczne kolejki, gdy wielka rzesza spragnionych i złaknionych konsumentów postanowiła zrobić pilne zakupy.

Ostatecznie o 19.00 znaleźliśmy się w ośrodku, który powitał nas obfitym posiłkiem (dziś był barszcz ukraiński i mielone z ziemniaczkami i surówką z kapusty).

Słoneczny i ciepły dzień zakończyła „Świeczka” o 21.00.

Jutro odpoczywamy na miejscu, aby zregenerować siły na czwartkową wyprawę do Gdańska.

Dzień szósty

Poniedziałek 18.07

Dzisiaj wyruszyliśmy do Sopotu. Jednak zanim opuściliśmy teren ośrodka w naszych skromnych progach pojawił się nadzwyczaj ważny gość – O. Opat. Po jego przyjeździe wspólnie uczestniczyliśmy we Mszy św., następnie zjedliśmy obiad (był żurek i gulasz z kurczaka) i wyruszyliśmy brzegiem morza do Sopotu. Pogoda nie była bardzo słoneczna, ale przynajmniej kilkanaście razy pojawiało się słońce, co było tym bardziej miłe, że, jak słyszeliśmy, w Krakowie cały czas padało. Po dojściu do sopockiej plaży zatrzymaliśmy się przy karczmie „Koliba”, którą jakby całą przeniesiono „spod samiuśkich Tater”, a stoi nad samym brzegiem Bałtyku (dla nas była ona bardzo cenna ze względu na toaletę, która tutaj była bezpłatna, a w innych miejscach kosztuje co najmniej 2 zł). W tym góralsko-nadmiorskim otoczeniu rozbiliśmy nasze obozowisko, gdzie niektórzy zażywali kąpieli słonecznej (w niezbyt częstych chwilach, gdy słońce wychodziło zza chmur), inni pod okiem ratowników pławili się w słonych, morskich wodach, jeszcze inni grali w piłkę plażową, kopali rowy lub budowali tajemnicze, piaskowe budowle.

Po dość długim plażowaniu wyruszyliśmy by odwiedzić słynne, sopockie molo oraz wspiąć się na latarnię morską, z której podziwialiśmy panoramę miasta. Nieco zmęczeni, ale pełni wrażeń wróciliśmy kolejką SKM do Orłowa, gdzie w naszym ośrodku czekała na nas kolacja (dziś była jajecznica, bo jednemu z kucharzy coś się pomyliło i dopiero po rozbiciu 200 jajek zorientował się, że mieliśmy jeść coś innego, ale nasi chłopcy nie byli tym zmartwieni).

Dzień zakończyła dyskoteka, a dla starszej młodzieży także wieczorne spotkanie przy ognisku.

Dzień piąty

Niedziela 17.07

Nadeszła niedziela, która w Gdyni miała być w miarę słoneczna. Dzień rozpoczął się wściekłym pianiem koguta, które rozlegało się długo i po całym ośrodku. Na śniadanko, oprócz zestawu standardowego, była też niedzielna jajecznica. Następnie mieliśmy zajęcia na terenie ośrodka, w ramach których część uczestników wzięła udział w turnieju siatkowej piłki plażowej. Reszta zajęła się grami planszowymi lub inną działalnością (gospodarczą).

Po pysznym obiedzie z „devolajem” i zupą pomidorową (zamiast tradycyjnego rosołu) i babeczką na deser, wybraliśmy się wreszcie na plażę. Pogoda na szczęście dopisała, więc można było zażyć morskiej kąpieli pod okiem przystojnego ratownika (niestety czas kąpieli poszczególnych grup był zdecydowanie za krótki). Młodsze dzieci zajęły wykopywaniem rowów, dołów i tworzeniem „morskiej inwestycji”. Starsi zajęli się grami sportowymi i opalaniem.

Po kolacji odbył się finał porannego turnieju, w którym zwycięzcą zostali Piotr Fugiel i Mateusz Siudy.

Dzień czwarty

Sobota 16.07

Nareszcie prognozy okazały się nam życzliwe. Po porannej modlitwie, śniadaniu i Mszy św. wyruszyliśmy na plażę, aby wyczekiwać na słońce, które wbrew zapowiedziom nie chciało wyjść zza chmur. Na szczęście słoneczko nie było w stanie ukryć swojej obecności i spędzaliśmy przedpołudniowe godziny w miłym ciepełku. Przy okazji warto wspomnieć, że zdarzył się nam najazd rodziców… pozostawmy to bez komentarza. Ostatecznie słońce, widząc naszą determinację, około południa zaczęło nieśmiało pokazywać swoje oblicze stęsknionym plażowiczom.

Niedługo po obiedzie (dziś był krupnik i lasagne) znowu wyruszyliśmy na orłowską plażę. Jednak tym razem nie zatrzymaliśmy się na niej, ale wyruszyliśmy nadmorską drogą do Gdyni (to znaczy do centrum). Droga nie była trudna, ale w kilku miejscach bardzo emocjonująca, gdy trzeba było przeciskać się wąską ścieżką tuż przy samej wodzie, a fale raz po raz zalewały ją całkowicie. Niewiele osób przeszło suchą nogą (oczywiście o. Proboszczowi udało się to łatwością, ale on jest tutejszy). W samej Gdyni była chwila na łasuchowanie oraz kilkanaście minut w Infoboxie na oglądanie makiety miasta i podziwianie z tarasu widokowego Skweru Kościuszki z widocznym w oddali Darem Pomorza. Potem już wróciliśmy kolejką SKM do naszego ośrodka na kolację (były leniwe pierogi).

Dzień zakończyła „Świeczka" oraz, dla wytrwałych, dyskoteka.

Dzień trzeci

Piątek 15.07

I pojechaliśmy. Najpierw do Żarnowca, gdzie czekały już na nas Siostry Benedyktynki, uprzedzone wcześniej o naszej wizycie. Tam uczestniczyliśmy we Mszy św. w dość niecodzienny sposób, ponieważ ołtarz i miejsca, gdzie siedziały siostry były oddzielone od części, w której nas umieszczono, drewnianą kratą. Po Mszy św. siostry zaprosiły nas na mufinki i kompot, a potem pokazały skarbiec i kościół. Były dla nas bardzo życzliwe.

Następnie wyruszyliśmy do Łeby (a dokładnie do Rąbki), skąd wyruszyliśmy w pięciokilometrowy spacer na wydmy (jedynie mała grupa najmłodszych uczestników została po drodze przy Wyrzutni. Po ponadgodzinnym spacerze doszliśmy do ogroooooomnej piaskownicy, czyli Wydmy Łąckiej. Tam po obowiązkowej sesji fotograficznej przy porywistym wietrze rozwiewającym włosy (szczególnie br. Jakuba i p. Grzegorza) odbyły się zawody w skoku z wydmy i walkach kogutów. Następnie udaliśmy się brzegiem morza w powrotną drogę, w której skutecznie pomagał nam nadmorski wiatr.

Mieliśmy jeszcze zaproszenie do oceanarium, ale niestety czas uniemożliwił nam tę wizytę. Dzień zakończył się jak zawsze „świeczką”.

Dzień drugi

Czwartek 14.07

Dzień przywitał nas pięknym słońcem…, którego jednak nie było nam dane dostrzec, gdyż całe niebo przykryte było gęstymi chmurami obficie zraszającymi ziemię deszczem. W planach mieliśmy plażowanie i wycieczkę brzegiem morza do Gdyni, jednak wspomniane warunki zmusiły nas do zmiany planów.

Po śniadaniu i Mszy św. wyruszyliśmy na orłowskie molo, aby przywitać się z morzem, które „powitało nas ryczącymi falami i muśnięciem nadmorskiej bryzy” (cytat z br. Jakuba). Przed obiadem odwiedziliśmy jeszcze KLIF (ku rozpaczy p. Grzegorza nie był to jednak nadmorski brzeg, ale galeria handlowa).

Ponieważ prognozy popołudniowe były jeszcze gorsze (deszcz silny i bardzo silny) postanowiliśmy odwiedzić Centrum Naukowe EXPERYMENT, w którym spędziliśmy całe popołudnie. Przez ponad trzy godziny bawiliśmy się i uczyliśmy robiąc różne eksperymenty. Niestety, gdy postanowiliśmy wrócić, okazało się, że deszcz osiągnął apogeum. Na szczęście było niedaleko i poza kilkunastu śmiałkami, reszta wróciła trolejbusem.

Jutro ruszamy na wydmy. Według prognoz ma przestać padać.